Szkoła w sieci? Tak, ale pamiętajmy o higienie cyfrowej

Połowa przebadanych uczniów i nauczycieli przed ekranami komputerów i smartfonów spędzała podczas izolacji co najmniej 6 godzin dziennie – wynika z najnowszego badania nad zdalną edukacją, którego partnerem jest Fundacja Orange. Przeładowani informacjami coraz częściej narzekają na przemęczenie, rozdrażnienie oraz niechęć do korzystania z urządzeń i sieci.

–Nie można mówić o odpowiedzialnym podejściu do e-szkoły bez uwzględnienia w nim zagadnienia higieny cyfrowej – ostrzega Magdalena Bigaj, członkini zespołu badawczego, wiceprezeska Fundacji Dbam o Mój Zasięg.

Raport "Zdalne nauczanie a adopcja do warunków społecznych w czasie epidemii koronawirusa", którego organizatorami są Polskie Towarzystwo Edukacji Medialnej oraz wspomniana już Fundacja Orange oraz Fundacja Dbam o Mój Zasięg, dostarcza informacji, co myślą uczniowie, rodzice i nauczyciele o e-nauczaniu oraz jak poradzili sobie w nowej sytuacji. Polskie Towarzystwo Edukacji Medialnej, Fundacja Dbam o Mój Zasięg oraz Fundacja Orange przedstawiły właśnie wstępne wyniki badania. Pełny raport poznamy jesienią.

E-lekcje mniej atrakcyjne

Konieczność przejścia z nauczaniem do internetu uwidoczniła braki w dostępie do niezbędnego sprzętu komputerowego. Co czwarty badany rodzic i co trzeci nauczyciel musiał zainwestować w komputer, tablet czy słuchawki, a także dokupić dodatkowy transfer danych internetowych.

Uwagi na Messengerze

Jak wynika z badania nad zdalną edukacją, mocno zwiększyła się liczba nauczycieli, którzy zaczęli komunikować się z uczniami przy pomocy mediów społecznościowych. 40 proc. uczniów wskazało, że robili to często

Szybko okazało się także, jak ważny jest rozwój kompetencji cyfrowych. Aż 87,2 proc. Badanych nauczycieli oraz ponad połowa rodziców dopiero poznawała nowe narzędzia komunikacyjne, w tym komunikatory wideo, chaty, platformy e-learningowe czy grupy dyskusyjne. Co trzeci rodzic i blisko połowa nauczycieli uczyła się także obsługi sprzętu, którego wcześniej nie używali.

Warte odnotowania jest to, że nauczyciele komunikowali się z uczniami w sposób do nich dostosowany – 40 proc. badanych uczniów twierdziło, że nauczyciele komunikowali się z nimi co najmniej często za pośrednictwem mediów społecznościowych. Oczywiście, więcej o kompetencjach cyfrowych nauczycieli i uczniów będziemy mogli powiedzieć po dokładnej analizie danych, jednak już teraz widać wyraźne, że obie grupy badanych na pewno lepiej radzą sobie z obsługą sprzętu, aplikacji czy cyfrowych narzędzi służących do komunikacji.

dr hab. Grzegorz Ptaszek, Wydział Humanistyczny AGH w Krakowie, prezes Polskiego Towarzystwa Edukacji Medialnej

Co więcej, 45 proc. nauczycieli czuło, że są przygotowani do prowadzenia zajęć zdalnie jedynie w małym lub umiarkowanym stopniu. Tylko 10 proc. czuła się w pełni przygotowana do e-pracy.

– Jeszcze przed pandemią spora część nauczycieli, nawet jeśli korzystała z nowych technologii, to ograniczała się raczej do wyświetlania uczniom filmów, prezentacji, a więc metod typowo podawczych. Są oczywiście nauczyciele, i z takimi mamy przyjemność pracować w fundacji, którzy aktywnie korzystają z wszelkich nowinek, aktywizując, inspirując i angażując uczniów do pracy zespołowej. Wciąż jednak są to wyjątki – przyznaje Łucja Kornaszewska-Antoniuk z Fundacji Orange.

Pandemia COVID-19, choć niewątpliwie motywowała do bardziej aktywnego korzystania z technologii, to w większości przypadków tylko utrwaliła dotychczasowe nawyki. Nauczyciele podczas e-zajęć najczęściej wyświetlali filmy, prezentacje oraz publikowali treści na stronie www lub blogu. Rzadziej organizowali quizy, korzystali z gier edukacyjnych i zachęcali do wspólnej pracy online.

To nie spodobało się uczniom. I choć większość rodziców (60 proc.) dobrze ocenia przygotowanie nauczycieli i szkół do prowadzenia e-lekcji, to co drugi uczeń ocenia je jako mniej atrakcyjne od tych przeprowadzanych w szkole.

– Pamiętajmy, że ta sytuacja nauczycieli zaskoczyła, większość uczyła się w boju i na własną rękę. W organizowanych przez nas webinariach na temat tego, jak prowadzić lekcje zdalnie, uczestniczyło 6 tys. nauczycieli. Krótkie filmy poradnikowe obejrzało 29 tys. internautów. Wiele organizacji pozarządowych prowadziło tego rodzaju działania wspierające, tak duża była potrzeba ze strony nauczycieli – przekonuje Łucja Kornaszewska-Antoniuk z Fundacji Orange.

Korepetycje z higieny cyfrowej

W czasie pandemii znacznie zwiększył się czas, który spędzamy przed ekranami komputerów czy smartfonów oraz w internecie. Prawe połowa uczniów oraz nauczycieli w dni robocze korzystała z internetu minimum 6 godzin dziennie (przed izolacją 5-7 proc.). Co trzeci nauczyciel oraz 28 proc. uczniów przez co najmniej 6 godzin dziennie logowało się do sieci także w weekendy.

– W czasie społecznej izolacji nowe technologie pozwalały nam utrzymywać ciągłość edukacji, pracy, kontaktu z innymi. Można było przypuszczać, że wiele osób w pewien sposób zostanie zmuszonych do spędzania większej ilości czasu przed ekranem. A w takiej sytuacji niemal nie do uniknięcia są symptomy braku higieny cyfrowej, takie jak przemęczenie nadmiarem informacji, rozdrażnienie czy niechęć do korzystania z internetu – tłumaczy Magdalena Bigaj.

+

Jeszcze mniej koncentracji

Co drugi uczeń czuł się przeładowany informacjami. Co trzeci odczuwał smutek, samotność i przygnębienie. Trudno im się też było skupić na e-lekcjach. 28 proc. podczas zajęć korzystało z portali społecznościowych, grało w gry, przeglądało internet w celach prywatnych lub pisało ze znajomym

+

Za dużo informacji

85 proc. nauczycieli często miało dość siedzenia przy komputerze. Zdecydowana większość czuła się przemęczona i przeładowana informacjami, a blisko 60 proc. miało potrzebę bycia niedostępnym.

I rzeczywiście, uczniowie, nauczyciele, ale też rodzice rozpoznali u siebie objawy nadużywania cyfrowych narzędzi: przemęczenie, przeładowanie informacjami, niechęć do korzystania z komputera i internetu oraz rozdrażnienie z powodu ciągłego używania technologii.

–Myślę, że pożytkiem płynącym z trudnego doświadczenia społecznej izolacji jest właśnie uświadomienie sobie przez wiele osób, również przez młodzież, że kontakt w sieci nie zastąpi nam relacji bezpośredniej z drugim człowiekiem. Ten czas nadmiaru bycia online był więc dla wielu korepetycjami z higieny cyfrowej – zwraca uwagę Magdalena Bigaj.

Relacje najważniejsze

Korepetycjami, które wiele uświadomiły. Jak wynika z badania, uczniowie tęsknią do bezpośrednich spotkań z rówieśnikami. Ponad połowa jest zdania, że ich relacje z kolegami były przed pandemią lepsze. Co piąty przyznaje się też do pogorszenia się relacji z wychowawcą.

Również nauczyciele tęsknią za bezpośrednimi spotkaniami z uczniami i kolegami z pracy. U wielu edukacja zdalna negatywnie odbiła się na sytuacji w domu.

Relacje rówieśnicze oraz relacje nauczyciel-uczeń są niezwykle ważne. Eksperci m.in. UNESCO apelują, by w zdalnej edukacji skupiać się przede wszystkim na potrzebach psychologicznych młodych, a dopiero w następnej kolejności na dydaktyce.

– Wakacje to dobry czas, by wyciągnąć wnioski z doświadczeń oraz z danych, których na temat zdalnej edukacji dostarczyło nasze i kilka innych badań – mówi Magdalena Bigaj.

W badaniu, przeprowadzanym online w maju i czerwcu tego roku, wzięły udział 34 szkoły podstawowe i ponadpodstawowe. Projektowi patronuje Wydział Studiów Edukacyjnych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, Wydział Nauk Społecznych Uniwersytetu Gdańskiego oraz Wydział Humanistyczny Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Więcej informacji na www.zdalnenauczanie.org .

Cyfrowa edukacja. Bez niej nie będzie współczesnej szkoły

Zaledwie co dziesiąty uczeń korzysta z internetu na lekcjach, a co czwarty kontaktuje się z nauczycielem online. Tak przynajmniej było, zanim, z uwagi na zagrożenie koronawirusem, zamknięto szkoły. Pandemia COVID-19 dobitnie pokazała, jak ważna jest dziś cyfrowa edukacja.

Jeszcze kilka lat temu wykorzystanie technologii informacyjnych i komunikacyjnych (TIK) w edukacji nie miało zbyt wielu zwolenników, a szkoły nie dysponowały nawet odpowiednim sprzętem.

Co więcej, podczas badań EU Kids Online 2018 zaledwie 12 proc. uczniów przyznało, że korzysta z internetu na lekcjach, a co czwarty – jak szacuje NASK – komunikuje się z nauczycielami online.

Jak ważne są zasoby cyfrowe i w jaki sposób sieć, dane, sztuczna inteligencja, a także kompetencje cyfrowe wpływają na gospodarkę oraz całe społeczeństwo uwidoczniła pandemia COVID-19. Bez dostępu do sprzętu, niezbędnego oprogramowania i umiejętności korzystania z nowych technologii nie byłyby możliwe zdalna praca i edukacja.

Szkolenia dla nauczycieli

Przedsiębiorstwa, organizacje non profit i dostawcy usług edukacyjnych od lat działają na rzecz podnoszenia umiejętności cyfrowych w Polsce. Ministerstwo Cyfryzacji i NASK prowadzą kampanie promocyjne i informacyjne, m.in. na temat bezpieczeństwa w internecie, większego wykorzystywania usług e-administracji czy częstszego korzystania z komputera i internetu przez dorosłych.

Jak ważną rolę odgrywa cyfrowa edukacja, wiedzą w Fundacji Orange. Współfinansowany ze środków unijnych projekt "Lekcja: Enter", to największy projekt edukacji cyfrowej skierowany do nauczycieli w całej Polsce.

W ciągu czterech lat (projekt trwa do 2023 roku) ponad 75 tys. nauczycieli, w tym 22,5 tys. z terenów wiejskich i małych miejscowości.

Pedagodzy dowiedzą się, jak wykorzystywać nowe technologie i e-zasoby oraz poznają aktywizujące metody nauczania. Nauczą się, jak korzystać z aplikacji, portali edukacyjnych, elektronicznych materiałów i zasobów dydaktycznych online.

Lekcja: Enter online

Spotkania z nauczycielami odbywają się bez względu na pandemię. Eksperci pracujący przy projekcie "Lekcja: Enter", na czas zamknięcia szkół, przenieśli się do sieci, organizując dodatkowe webinaria i pomagając szkołom odnaleźć się w nowej rzeczywistości.

Dyrektorom pokazują, jak zarządzać szkołą z wykorzystaniem TIK i z jakich narzędzi mogą skorzystać, by usprawnić pracę w tym trudnym czasie. Z kolei nauczyciele, szczególnie ci, którzy dotychczas nie organizowali spotkań online, wideokonferencji ani innej formy zdalnej pracy, już na samym początku pandemii mogli się dowiedzieć, jakie zasoby mogą udostępniać, jak tworzyć własne materiały, jak komunikować się z uczniami i sprawdzić, czy zadanie zostało przez nich wykonane. Eksperci pokazują też, jak wspierać uczniów w czasie i po pandemii.

Wszystkie webinaria są dostępne na stronie lekcjaenter.pl. Dodatkowo na kanale Fundacji Orange na YouTube można znaleźć proste poradniki wideo o tym, jak wykorzystać konkretne narzędzia internetowe w pracy zdalnej z uczniami.

Poranki z kodowaniem

Równie ważną grupą odbiorców cyfrowej edukacji są dzieci i młodzież. I tu także szkoły mogą liczyć na wsparcie firm oraz organizacji pozarządowych, m.in. Fundacji Orange, która przez cały rok szkolny realizuje dwa bezpłatne programy dla dzieci: #SuperKoderzy oraz #MegaMisja .

Pierwszy skierowany jest do uczniów klas 4-8. Na matematyce, technice lub informatyce dzieci składają i programują roboty; na lekcjach przyrody – tworzą stację pogodową, badają zjawiska atmosferyczne i kodują je w Scratchu, a na historii programują drzewa genealogiczne i interaktywne osie czasu. Starsze klasy dodatkowo uczą się tworzyć strony WWW i programować w Pythonie.

Kodowanie to przyszłość

#SuperKoderzy, to nie tylko rozwijanie u dzieci kreatywności, umiejętności logicznego myślenia i pracy w zespole. To także możliwość zdobycia kompetencji, które mogą okazać się przydatne w przyszłości.

Szkoły, które zakwalifikują się do programu otrzymują gotowe scenariusze zajęć i grant na zakup zestawów robotów czy innych sprzętów, a eksperci fundacji szkolą nauczycieli z tego, jak prowadzić lekcje.

Z kolei #MegaMisja to projekt dla dzieci z klas 1-3. Ważny, bo już 2 mln najmłodszych uczniów w Polsce surfuje po internecie. Poprzez zabawę maluchy dowiadują się, co można publikować w sieci, jak chronić swoją prywatność, czym jest fake news, jak stworzyć grafikę i film oraz jak zachować równowagę między życiem online i offline.

Szkoły otrzymują scenariusze zajęć, dostęp do bazy wiedzy i filmów poradnikowych, a także tablety, audiobooki, gry, książki i materiały plastyczne.

Czy każda szkoła powinna wziąć udział w MegaMisji? Zdecydowanie tak. Dzieci chętnie zaangażują się w zabawę z animowanymi bohaterami Cyfrowego Laboratorium, a przy okazji, krok po kroku, zdobędą nowe umiejętności. Internet może być bezpieczną przestrzenią, a jak się po niej poruszać, wyjaśnia właśnie nasza MegaMisja.

Grzegorz Kasdepke, autor popularnych książek dla dzieci, honorowy ambasador programu

Po zamknięciu w połowie marca szkół zajęcia z programowania przeniosły się do sieci. dzieci mogły wziąć udział w "Porankach z SuperKoderami". Podczas zajęć online uczestnicy tworzyli m.in. proste animacje, interaktywne mapy, własną grę platformową czy aplikację do nauki języków obcych.

Dodatkowo dzieciaki mogły uczestniczyć w FabLab #wdomu, czyli cyklu warsztatów, podczas których poznawały podstawy modelowania 3D i programy do projektowania przestrzennego.

Patrząc na to, jak wielkim zainteresowanie cieszą się wszystkie te działania – na tegoroczny nabór do #SuperKoderów i #MegaMisji zgłosiło się aż 1200 szkół – nikt już chyba nie ma wątpliwości, jak bardzo potrzebna jest cyfrowa edukacja.

Społeczeństwo 3.0. Dzieci mogą już uczyć swoich rodziców

Chcąc dogonić świat, w którym coraz większą rolę odgrywa AI, IoT, automatyzacja czy praca przez internet, trzeba rozwijać kompetencje cyfrowe. Tymczasem blisko połowa Polaków wciąż nie posiada podstawowych umiejętności komputerowych, a co szósty nigdy nie korzystał z internetu.

Czym są kompetencje cyfrowe? Z jednej strony jest to umiejętności czysto techniczne - posługiwania się komputerem i innymi urządzeniami elektronicznymi, korzystanie z internetu, aplikacji i oprogramowania. Z drugiej, to znajomość i stosowanie zasad bezpieczeństwa cyfrowego, umiejętność wyszukiwania i weryfikowania informacji z sieci, odróżniania ich od reklamy i opinii. To także kultura w kontaktach internetowych czy dbanie o umiar w korzystaniu z technologii. I – co ważne – wykorzystywanie tej biegłości w wartościowy i sensowny sposób.

Czy i w jakim stopniu Polacy korzystają ze zdobyczy cyfrowej rewolucji analizuje m.in. DESI (Digital Economy and Society Index). Komisja Europejska właśnie opublikowała dane za 2019 rok.

Słaby punkt: kapitał ludzki

Najnowszy raport plasuje Polskę na 23. miejscu (na 28 krajów). Dobrze wypadamy, jeśli chodzi o wykorzystanie stałych łączy szerokopasmowych o prędkości co najmniej 100 Mb/s.

Dostęp do szybkiego internetu ma już 28 proc. gospodarstw domowych (więcej niż wynosi średnia europejska). Mocno wzrósł także zasięg stałych sieci o bardzo dużej przepustowości – mówimy tu już o 60 proc. gospodarstw (rok wcześniej było to 29 proc., średnia dla UE wynosi 44 proc.)

Gorzej jest z kapitałem ludzkim. Blisko połowa Polaków wciąż nie ma podstawowych umiejętności cyfrowych, a 15 proc. nigdy nie korzystało z internetu. I choć na rynku jest coraz więcej specjalistów ICT oraz absolwentów kierunków informatycznych, to ich liczba nadal jest niższa od unijnej średniej.

Dodatkowo, tylko połowa internautów korzysta z usług e-urzędów.

Non stop online

Internet to najważniejsze medium XXI wieku. Upowszechnienie szerokopasmowej sieci umożliwiło dostęp do ogromnych zasobów wiedzy i usług. Sieć dostarcza nam rozrywki i pozwala być w kontakcie, tu się uczymy, pracujemy i załatwiamy sprawy codziennego życia.

Internet do domena przede wszystkim młodych. Im starsza grupa wiekowa, tym niższy odsetek internautów – wśród osób powyżej 60. roku życia stanowią oni tylko 30 proc. Samodzielne korzystanie z sieci młodzi zaczynają w wieku 7 lat – wynika z ostatnich badań NASK. Im młodsze pokolenie, tym wcześniej. Nastolatkowie do sieci logują się codziennie i zostają w niej średnio przez 4 godziny i 12 minut. Coraz częściej do surfowania po ulubionych stronach wykorzystują smartfon.

Praca dla informatyka

Co trzeci młody, pytany przez NASK, chciałby w przyszłości pracować w zawodzie ściśle związanym z internetem lub nowymi technologiami. Ponad połowa chce także zwiększenia roli internetu oraz bardziej efektywnego jego wykorzystywania w edukacji

Co młodzi robią w internecie? Jak podaje NASK w raporcie "Nastolatki 3.0" ponad połowa najczęściej słucha muzyki, ogląda filmy i seriale, kontaktuje się z przyjaciółmi lub rodziną, korzysta z serwisów społecznościowych i odrabia lekcje. Sieć jest dla nich źródłem wielu korzyści: od poszerzania wiedzy w danej dziedzinie, kreowania wizerunku, rozwijania pasji po poszukiwania własnej tożsamości. Co ważne, młodzi mają na ogół świadomość, że treści prezentowane w przestrzeni wirtualnej są często jedynie inscenizacją. Co drugi pytany zdaje sobie sprawę, że w internecie ludzie starają się pokazywać tylko pozytywne cechy.

Młodzi mają też konkretne oczekiwania co do dalszego rozwoju internetu. Większość chce bardziej efektywnego wykorzystania jego możliwości w szkole. Dotychczas tylko co czwarty kontaktował się z nauczycielami online.

Dyrektorzy do zadań specjalnych

Oczekiwania te, szybciej niż można było przypuszczać, wcieliła w życie pandemia COVID-19. W połowie marca szkoły przeszły na zdalną edukację. Jak sobie z tym poradziły?

Edukacja Online

87 proc. nauczycieli musiało samodzielnie opanować obsługę narzędzi i aplikacji do prowadzenia lekcji online. Brakowało im także bezpośredniego kontaktu z uczniami. Tak wynika ze wstępnych wyników najnowszego badania o edukacji zdalnej, którego partnerem jest Fundacja Orange.

Zdecydowana większość, pytanych w badaniu projektu „Lekcja:Enter” dyrektorów wskazywała, że ich szkoła realizuje zdalne nauczanie. 74 proc. szkół pracowało zgodnie z dotychczasowym rozkładem zajęć, a 58 proc. zdecydowało się wprowadzić wspólne narzędzia do pracy zdalnej.

Jednak przejście na zdalne nauczanie nie było łatwe. 81 proc. dyrektorów narzekało na brak dostępu uczniów do sprzętu, a 71 proc. na brak umiejętności obsługi przez młodzież niezbędnego oprogramowania. Na problemy nauczycieli z obsługą programów wskazywało 39 proc. dyrektorów.

Kilkanaście lat w sieci

Co ciekawe, to właśnie dorośli przyznają, że ich dzieci są od nich bardziej kompetentne cyfrowo. Tylko 10 proc. rodziców, biorących udział w badaniu NASK, twierdzi, że jest inaczej.

Jakie jeszcze wnioski płyną z badań? Dorośli z internetu korzystają średnio od 13 lat – mężczyźni i 11 lat – kobiety. Najczęściej logują się do sieci, by sprawdzić pocztę, załatwić sprawy urzędowe i opłacić rachunki czy poszerzyć wiedzę. Co trzeci kupuje w sklepach internetowych.

Co więcej, wierzą, że rozwój sieci pozwoli na jeszcze więcej ulepszeń w tych obszarach, w których już widać pozytywne zmiany. 81 proc. ma nadzieję, że przez internet będzie można załatwić coraz więcej spraw urzędowych, a ponad połowa chce większej liczby otwartych i bezpłatnych zbiorów książek, filmów, muzyki czy ilustracji. Równocześnie, co naturalne, obawiamy się większej liczby hakerskich ataków. I tego, że wszystkie aspekty życia będą uzależnione od dostępu do internetu.

Patrząc na rozwój nowych technologii i tempo zmian, także jeśli chodzi o budowę społeczeństwa informacyjnego, w tym właśnie kierunku zmierzamy.

Potrafimy być bezinteresowni i chętnie pomagamy innym

73 proc. z nas jest zdania, że dobrze być wrażliwym i gotowym do pomocy – wskazuje ubiegłoroczna analiza CBOS. To najwyższy wynik w historii, przeprowadzanego od 18 lat, badania postaw altruistycznych Polaków. Takie podejście nie tylko poprawia nam samopoczucie. Wydłuża również życie.

Nie tylko złotówka do puszki

W czym przejawia się wspomniana gotowość do pomocy? Analizy CBOS wskazują, że 73 proc. Polaków przekazało w ubiegłym roku pieniądze potrzebującym, a 59 proc. różnego rodzaju rzeczy, m.in. książki czy ubrania. Co czwarty pracował lub oferował usługi na rzecz innych.

Co dwa lata CBOS pyta też Polaków, czy poświęcają swój czas na działalność społeczną w stowarzyszeniach, fundacjach lub samorządach. Najwięcej osób – 15 proc. pytanych – angażuje się w pracę organizacji działających na rzecz potrzebujących dzieci, niewiele mniej, bo 11,2 proc., wspiera placówki współpracujące z osobami starszymi, ubogimi, bezdomnymi czy z niepełnosprawnościami.

Coraz więcej osób angażuje się też w wolontariat. Jak szacuje GUS, już 10,8 mln Polaków dobrowolnie poświęca swój czas potrzebującym. Zdecydowana większość nieodpłatnie wykonuje różnego rodzaju prace samodzielnie, a co dziesiąty robi to w ramach organizacji, instytucji czy też firmy, w której pracuje.

Wolontariat w pracy

Wolontariat pracowniczy dynamicznie się rozwija. 79 proc. zatrudnionych w dużych firmach zna to pojęcie – wynika z III Ogólnopolskiego Badania Wolontariatu Pracowniczego. Od poprzedniej analizy, a więc od 2012 roku, liczba dużych firm, posiadających specjalne programy, zwiększyła się o 10 proc.

Raport "Odpowiedzialny biznes w Polsce 2019. Dobre praktyki" wskazuje rekordową liczbę działań podjętych przez firmy w ubiegłym roku – 1696 praktyk zgłoszonych przez 214 przedsiębiorstw. Co trzecia dotyczyła działań charytatywnych i filantropijnych.

Jednym z liczniejszych jest wolontariat w Orange . Każdego roku w działania społeczne z Fundacją Orange angażuje się ok. 3,5 tys. osób. Pracownicy uczą dzieci zasad bezpiecznego korzystania z internetu czy reagowania na hejt, a także zachowań proekologicznych. Wspólnie z rodzinami i przyjaciółmi przeprowadzają remonty, porządkują tereny, wspierają domy dziecka, szpitale, hospicja i ośrodki rehabilitacji. Podczas festiwali wspieranych przez Orange pomagają osobom z niepełnosprawnościami i tworzą ekopatrole.



Tylko w ubiegłym roku pracownicy Orange zrealizowali 380 inicjatyw na rzecz blisko 40 tys. potrzebujących. W ciągu 15 lat działania przeszkolili też 79 tys. dzieci z zasad bezpiecznego internetu. przepracowali w projektach społecznych 200 tysięcy godzin. Obecnie, podczas pandemii koronawirusa ponad 300 wolontariuszy dostarcza sprzęt do zdalnej nauki do domów dziecka, organizuje obiady dla medyków i dzieci z ubogich rodzin, produkuje przyłbice oraz szyje maseczki.

"Haj pomagacza"

Największą akcją charytatywną, w którą Polacy angażują się każdego roku, jest Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Podczas kolejnych edycji padają rekordy hojności. Wolontariusze 28. Finału WOŚP zebrali ponad 186 mln zł. Coraz więcej osób wspiera też Szlachetną Paczkę. 19. edycja zakończyła się dostarczeniem paczek z żywnością, środkami czystości czy sprzętem RTV i AGD do 14,5 tys. rodzin. Łączna wartość przekazanych darów to 45,8 mln zł.

Chętnie dzielimy się również swoim dochodem. 1 proc. podatku przekazało w 2019 roku 14,5 mln osób, o 368 tys. więcej niż rok wcześniej. Do organizacji pożytku publicznego popłynęły 874 mln zł.

Co się kryje za naszym altruizmem? Przede wszystkim zaufanie do organizacji pozarządowych. Według Edelman Trust Barometr stowarzyszeniom i fundacjom ufa 54 proc. Polaków. Jesteśmy na drugim miejscu wśród wszystkich badanych państw Europy, wyprzedza nas jedynie Hiszpania.

Pomaganie jest też przyjemne. Dr Jorge Moll z Narodowego Instytutu Zdrowia w USA twierdzi, że w momencie, gdy pomagamy, w mózgu uaktywnia się obszar związany z odczuwaniem przyjemności, zaufania i budowania relacji międzyludzkich. Co więcej, badacze z Uniwersytetu Harvarda odkryli, że pomoc innym uwalnia endorfiny, które wprowadzają nas w stan "haju pomagacza". Jest to mieszanka radości, ekscytacji i dumy. Pomaganie wydłuża też życie. Naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego zbadali, że śmiertelność w grupie starszych osób wspierających potrzebujących była o 44 proc. mniejsza niż u tych, którzy w takie działania się nie angażują.

Pomaganie po prostu się opłaca.

Tysiące godzin bezinteresownej pomocy. Dzięki wolontariuszom z firm

Już co szósta duża firma realizuje wolontariat pracowniczy. W działania, głównie na rzecz dzieci z placówek opiekuńczo-wychowawczych, ubogich rodzin, osób z niepełnosprawnościami, chorych oraz zwierząt, angażuje się co piąty pracownik. Poświęca temu średnio 20 godzin rocznie.

Wolontariat pracowniczy? Jest coraz popularniejszy. Jak wynika z "III Ogólnopolskich Badań Wolontariatu Pracowniczego", 16 proc. dużych firm działających w Polsce już wdrożyło program, a 26 proc. planuje to zrobić. Inaczej jest w firmach średniej wielkości, ale i to zaczyna się zmieniać – 8 proc. planuje rozpocząć w najbliższym czasie prace nad własnym programem.

Wolontariat w pracy

O wolontariacie pracowniczym możemy mówić wtedy, gdy pracownicy angażują się w pomoc innym przy wsparciu finansowym, organizacyjnym i merytorycznym swojego pracodawcy. 79 proc. zarządów dużych firm w Polsce zna to pojęcie (w 2008 roku, gdy Forum Odpowiedzialnego Biznesu oraz Centrum Wolontariatu organizowały I edycję wspomnianego już badania, było to zaledwie 39 proc.).

Wolontariat pracowniczy to domena największych, działających w skali kraju, firm. Może on przybierać różne formy. Jedną z nich jest organizacja akcji pomocowych według pomysłu pracowników wolontariuszy, które wspiera firma. Inną – zachęcanie pracowników do włączenia się w określone działania i projekty już realizowane. Popularną formą jest łączenie wolontariatu z wyjazdami integracyjnymi lub szkoleniowymi, co spotyka się z pozytywnym odbiorem uczestników. Tak robi m.in. Orange. Bo czy sprawdzenie siebie i lepsze poznanie kolegów z pracy przy okazji tak szczytnej akcji, jak np. wyremontowanie świetlicy w okolicznym domu dziecka nie jest dobrym pomysłem?

Diana Szyłak, ekspert w Orange Polska, wolontariuszka Fundacji Orange opowiada o tym tak: –Podczas wyjazdu integracyjnego czy szkoleniowego chwytamy za pędzle oraz farby i odmalowujemy miejscową szkołę lub za łopaty i grabie, porządkując teren wokół domu dziecka. To świetny sposób na lepsze poznanie samych siebie czy kolegów z zespołu. I choć zdarza się, że lekko nie jest, to uśmiech tych, którym pomagamy, jest dla nas najlepszą nagrodą.

Projekty często inicjują sami pracownicy. Pracodawcy wspierają ich w realizacji tych pomysłów finansowo (większość firm ma wydzielony budżet na tego typu działania) oraz organizacyjnie, dając wolontariuszom wolny dzień czy udostępniając służbowy samochód. Najczęściej wygląda to tak, że zbiera się grupa współpracowników i jedzie np. do domu dziecka, by spędzić czas z podopiecznymi, organizując warsztaty edukacyjne czy manualne.

– Szukając chętnych do projektu, nigdy nie miałam problemu z frekwencją. W pracy każdy z nas chętnie angażuje się w tego rodzaju akcje. Do pomocy zachęcamy też przyjaciół i rodzinę. Spędzamy razem czas i uczestniczymy w ważnych rzeczach – zwraca uwagę Diana Szyłak.

Dla siebie i innych

Wolontariusze z firm pomagają też przy organizacji festynów i konferencji. Włączają się w kampanie społeczne, zbierają podpisy pod petycjami, kwestują. Dzielą się swoją wiedzą i umiejętnościami podczas różnego rodzaju spotkań. Wykonują proste prace remontowe, porządkowe i ogrodnicze. Spędzają czas z osobami z niepełnosprawnościami, starszymi i samotnymi, pomagają w załatwieniu spraw urzędowych. Bawią się z dziećmi i opiekują zwierzętami. Edukują i szkolą.

Dlaczego to robią? Bo chcą troszczyć się o innych. Przy okazji działanie sprawia im satysfakcję, inspiruje, pozwala nawiązać przyjaźnie oraz integrować się z kolegami i koleżankami z pracy. Przy okazji działań wolontariackich nabywają też nowe umiejętności, nierzadko przydatne w pracy, jak zarządzanie projektem i kompetencje liderskie. 88 proc. pytanych twierdzi, że program wolontariatu w firmie ma wpływ na to, jak postrzegają swoje miejsce pracy.

Wolontariat pracowniczy ma duży potencjał. Aż 71 proc. pracowników firm, w których tego rodzaju program nie funkcjonuje, chciałoby zostać wolontariuszami. A ty? Myślałeś już o tym?

200 tys. godzin w terenie

Dobrym przykładem wolontariatu pracowniczego jest ten realizowany w Orange . Rocznie z Fundacją Orange na terenie całego kraju działa 3,5 tys. pracowników firmy. Specjalna aplikacja pozwala im zorientować się gdzie, kiedy i jaki typ pomocy jest potrzebny. Pracownicy łączą się w grupy, wybierając dogodny termin oraz miejsce akcji. Fundacja zapewnia im wsparcie organizacyjne, merytoryczne i finansowe. Co ważne, wielu liderów wolontariuszy działa na rzecz tej samej placówki przez wiele lat, wspierając ją konsekwentnie i w sposób długofalowy.

Wolontariusze z Orange uczą najmłodszych, jak bezpiecznie korzystać z internetu oraz jak radzić sobie z hejtem w sieci, wprowadzają dzieci w świat programowania. Wspierają podopiecznych domów dziecka, lokalnych fundacji i stowarzyszeń, organizują aukcje charytatywne i zbiórki potrzebnych rzeczy. Przez 15 lat przepracowali w projektach społecznych prawie 200 tys. godzin.

A jak to wygląda w Twojej firmie? Czy wolontariat pracowniczy już w niej funkcjonuje, a może szef lub szefowa dopiero rozważa wdrożenie takiego rozwiązania? Warto to sprawdzić, a w przypadku braku aktywności, zainspirować zarząd i znajomych z pracy do wspólnego działania na rzecz innych.

– Tylko uwaga! Wolontariat uzależnia. Kończy się jeden projekt, a my od razu wchodzimy w kolejny, w międzyczasie angażując się w cały szereg innych, organizowanych przez fundację, działań. Tego nie da się zatrzymać – śmieje się Diana Szyłak.

Wolontariat w czasie pandemii. Nie tylko w wersji online

Uzbrojeni w maski, rękawiczki oraz środki do dezynfekcji wolontariusze ruszyli z pomocą tym, którzy najbardziej tego potrzebują. Szyją maseczki ochronne, robią zakupy, dostarczają niezbędny sprzęt do nauki zdalnej.

Na co dzień wolontariusze pracują głównie w terenie, blisko ludzi. Prowadzą zajęcia dla dzieci, wykonują remonty, wspierają seniorów, zajmują się zwierzętami. Pandemia COVID-19 wstrzymała wiele aktywności tego typu. Jednak energia do pomagania pozostała niezmienna – wolontariusze działają, dostosowując swoje możliwości do wyjątkowych warunków i zupełnie nowych potrzeb

Pomoc potrzebna od zaraz. Przez sieć

Pierwszym wyzwaniem, z jakim przyszło się mierzyć wolontariuszom, organizacjom pozarządowym, różnego rodzaju instytucjom oraz firmom, w których działa wolontariat pracowniczy, było ponowne rozpoznanie i zdefiniowanie potrzeb lokalnych społeczności.

Już w pierwszych dniach pandemii w Fundacji Orange rozdzwoniły się telefony od jej wolontariuszy . "Mamy pomysł, by szyć maseczki dla seniorów w naszym mieście", "W domach dziecka praktycznie nie ma sprzętu, dzięki któremu dzieci mogłyby się uczyć zdalnie, chcemy coś zorganizować", "Chcę pomóc szpitalowi w moim mieście" – zgłaszały się kolejne osoby.

– Wolontariusze przychodzili z konkretnymi pomysłami, zdążyli już nawet porozmawiać z tymi, na rzecz których dotychczas działali i wiedzieli, czego im brakuje. Od fundacji potrzebowali wsparcia i potwierdzenia, że działamy wspólnie. Ich entuzjazm był zaraźliwy. I choć były to pierwsze dni w zupełnie nowej dla wszystkich sytuacji, to w nich od razu zrodziła się myśl, by pomagać tym, którzy najbardziej tego potrzebują – mówi Magda Mierzwińska, koordynatorka wolontariatu w Fundacji Orange.

W pomaganie w tych trudnych czasach zaangażowało się ponad 300 pracowników Orange. Jako wolontariusze realizują obecnie 70 różnych projektów i ciągle przybywa nowych inicjatyw. Szyją maseczki ochronne dla seniorów, produkują przyłbice na drukarkach 3D dla medyków, kupują środki ochrony i dezynfekcji dla szpitali, organizują obiady dla dzieci z ubogich rodzin i dostarczają sprzęt elektroniczny uczniom, którzy bez tego nie mogliby uczestniczyć w zdalnym nauczaniu.

– Potrzeby były inne niż dotychczas, często brakowało podstawowych rzeczy, jak ręczników czy koszulek na zmianę, które personel szpitala zakładałby pod kombinezony ochronne. Pojawiło się także sporo projektów wspierających seniorów. Co więcej, do fundacji zaczęły się zgłaszać nowe osoby, które w tym szczególnym czasie chciały się włączyć do pomocy – zwraca uwagę Magda Mierzwińska.

Dojście do tego momentu nie było jednak proste. Już samo opracowanie planu działania oraz wprowadzenie zmian w sposobie pomocy było sporym wyzwaniem i wymagało nowego, jeszcze bardziej kreatywnego podejścia. Bezpośrednie spotkania wolontariuszy i standardową burzę mózgów w firmowej sali konferencyjnej zastąpiła wymiana myśli i pomysłów w sieci.

Gdy pomoc zdalna jest niemożliwa…

Nie wszystko jednak da się dziś zorganizować zdalnie. Wiele osób, w tym m.in. seniorzy, którym trzeba dostarczyć zakupy czy podopieczni domów dziecka, którzy mają problem ze zrozumieniem lekcji, potrzebuje bezpośredniego wsparcia wolontariuszy. I tu pojawia się kolejne wyzwanie – konieczność dostosowania się do wciąż zmieniającej się rzeczywistości oraz obostrzeń wprowadzanych przez rząd. Wolontariusze i ich pracodawcy, w tym Orange, jedna z nielicznych film, która kontynuuje wolontariat pracowniczy w tych trudnych warunkach, na bieżąco śledzą prawne regulacje dotyczące stanu epidemii, przestrzegając określonych w nich zakazów i nakazów.

Podstawowym wyposażeniem wolontariuszy są dziś jednorazowe rękawiczki, maski ochronne, żele antybakteryjne oraz inne środki dezynfekujące, których należy używać po każdym kontakcie z inną osobą. Ważne jest także regularne dezynfekowanie powierzchni dotykowych: klamek, włączników światła, biurek, poręczy, telefonów czy produktów dostarczanych podopiecznym.

Wolontariusze muszą też zachować wzmożoną czujność i unikać sytuacji, które mogą zagrażać im lub podopiecznym. Powinni się także wykazywać jeszcze większą empatią i cierpliwością wobec potrzebujących. Część z nich może mieć spore trudności z odnalezieniem się w obecnej sytuacji.

Kto działa społecznie, robi to niezależnie od panujących warunków. O wolontariacie, który wkręca na lata.

– Raz udzielona pomoc pociąga za sobą kolejne działania – zapewnia Diana Szyłak, wolontariuszka Fundacji Orange. Często nawet w trakcie projektu, wolontariusze zaczynają rozglądać się za nowymi wyzwaniami. Również dziś, w niełatwych warunkach pandemii.

Monika Rosmanowska: Jak to się stało, że zaczęła Pani pomagać innym?

Diana Szyłak, ekspert w Orange Polska, wolontariuszka Fundacji Orange: Jeszcze na studiach działałam w grupie wolontariuszy – ratowników przedmedycznych. To wtedy zdałam sobie sprawę, że wciąż zbyt mało osób angażuje się w pomoc innym, myśląc, że ktoś inny zrobi to za nich. Z Fundacją Orange pomagam od 12 lat, od początku mojej pracy w Orange. Fundacja do wspierania innych zachęca wszystkich pracowników, możemy np. prowadzić zajęcia o bezpiecznym internecie dla dzieci w szkołach, organizować lokalne akcje wolontariackie.. Zdarza się, że podczas wyjazdów szkoleniowych część przewidzianą na tzw.integrację poświęcamy np. na wspólny remont pomieszczeń w miejscowej szkole czy budowę placu zabaw przy domu dziecka. To najlepszy sposób na poznanie zespołu i przekonanie się, że można mieć wiele wspólnego nie tylko w sprawach zawodowych.

Kogo i w jaki sposób Pani wspiera?

Najchętniej angażuję się w prowadzenie różnego rodzaju zajęć edukacyjnych. Dzielenie się swoją wiedzą, dostarczanie ludziom niezbędnych narzędzi przynosi efekty. Wspólnie z kolegami z Orange chętnie uczestniczymy w warsztatach edukacyjnych. Prowadzimy m.in. zajęcia dla dzieci z bezpieczeństwa w sieci, ale organizujemy też warsztaty z zarządzania energią elektryczną, ucząc najmłodszych, jak oszczędzać prąd i dlaczego jest to ważne. Często towarzyszą temu różnego rodzaju eksperymenty.

Fundacja organizuje mnóstwo cyklicznych akcji m.in. przed świętami Bożego Narodzenia czy Dniem Dziecka. Ogłasza także konkursy grantowe, w których chętnie startuję, zgłaszając swoje pomysły. Wspólnie z kolegami z pracy działamy na rzecz dzieci, osób w kryzysie bezdomności, z niepełnosprawnościami, seniorów. Nie ma tygodnia, by w firmowym newsletterze nie pojawiła się informacja o kolejnym zakończonym działaniu. Projekty realizujemy na terenie całego kraju.

No właśnie, koledzy chętnie włączają się w pomoc?

Składając kolejne wnioski o granty na realizację pomysłów na pomaganie, nigdy nie miałam problemów z pozyskaniem chętnych do działania. Fundacja zachęca nas również do tego, by do pracy przy projektach włączać osoby spoza firmy, członków rodzin, przyjaciół, znajomych. Dziś np. z uwagi na epidemię maseczki szyje ze mną moja mama, a jeszcze niedawno zajęcia edukacyjne i manualne dla dzieci z hospicjum prowadziłam razem z przyjaciółką.

Kto wymyśla projekty i znajduje ludzi, którym trzeba pomóc?

Większość działań organizuje Fundacja Orange , ale część pomysłów zgłaszamy my – pracownicy firmy. Jak już wspominałam, chętnie składamy wnioski o granty. Opisujemy wówczas, co zamierzamy zrobić, komu w ten sposób chcemy pomóc, określamy też, jakie środki są nam potrzebne do realizacji zaplanowanych działań i na co konkretnie chcemy je przeznaczyć.

Na jakie wsparcie mogą liczyć wolontariusze ze strony firmy?

Bardzo dużą pomocą jest aplikacja, z której dowiadujemy się, jaka pomoc, gdzie i kiedy jest potrzebna. Poprzez aplikację możemy zapraszać kolegów z pracy do udziału w projekcie, i to z całej Polski. To ogromne ułatwienie. Również wyjazdy grup wolontariuszy do pracy w terenie wliczone są w nasz czas pracy. Podobnie jest w przypadku większości projektów indywidualnych. Oczywiście najbardziej dogodny termin, który nie koliduje z zawodowymi obowiązkami, uzgadniamy wcześniej z przełożonymi. Koordynator po stronie Fundacji wspiera też wolontariuszy na każdym etapie pomagania.

A kim są wolontariusze?

W pomoc innym najczęściej angażują się osoby, które na rzecz innych działają także poza pracą. Wystarczy jeden projekt, by już nie potrafili przestać. Są to też często bardzo charyzmatyczne osoby. Każdy z nas jest inny, ale wolontariat potrafi jednoczyć. To, co robimy w Fundacji, przekłada się na nasze relacje zawodowe, integruje nas. Doskonale się rozumiemy, łączy nas wspólny cel.

Jak znajduje Pani na to wszystko czas?

Łatwo nie jest. Do niedawna poza obowiązkami zawodowymi i rodzinnymi miałam jeszcze zajęcia na uczelni. Dlatego rozważnie wybieram akcje, w które się angażuję. Wiem, że danemu projektowi będę chciała poświęcić się w 100 proc. i muszę mieć pewność, że dam radę. Najczęściej wybieram te, które są mi w jakiś sposób bliskie, które realizują ważne dla mnie wartości. W czasie pandemii szyję maseczki i najczęściej robię to wieczorami, a nawet nocą. Siły dodaje mi to, że robię coś wartościowego. Chciałabym, by inni też tak myśleli. Jeśli pomagających będzie wielu, to wspólnie uda nam się coś zmienić, poprawić.

Uczynić świat lepszym?

To będzie trudne, ale wiem, że mogę próbować zmieniać rzeczywistość wokół siebie, pomóc pojedynczej osobie czy konkretnej grupie. Potrzebujących jest wielu, wciąż słyszymy o kolejnych akcjach pomocowych. Zdarza mi się zwątpić, pomyśleć, że za mało robię, ale wolontariusz też potrzebuje odpoczynku i chwili lenistwa. Nie da się pomóc wszystkim i do tego w krótkim czasie, ale gdyby każdy z nas zaangażował się choć w jedną, konkretną sprawę, to moglibyśmy zdziałać cuda.

Jak COVID-19 zmienił Pani dotychczasową aktywność?

Na pewno jest dziś trudniej, ale każdy kto działa społecznie, robi to niezależnie od panujących warunków. Przeciwnie, pandemia pokazała, że nasze zaangażowanie stanowi wymierną pomoc dla innych. Nawet robiąc coś prostego, do czego nie potrzeba eksperckiej wiedzy, wpływamy na poprawę komfortu życia potrzebujących. Wystarczy przygotować posiłek i dostarczyć na SOR, pomóc pielęgniarkom pracującym w Domach Pomocy Społecznej czy uszyć maseczki dla medyków, seniorów, podopiecznych hospicjów bądź osób bezdomnych.Wraz z grupą kilkunastu osób związanych z Uniwersytetem Warszawskim i Warszawskim Uniwersytetem Medycznym oraz przy współpracy Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie szyjemy dziś maseczki wielo- i jednorazowe dla medyków. Zwróciłam się także do Fundacji Orange o grant na zakup materiałów do produkcji maseczek. Dziś dodatkowe partie, już nie tylko dla lekarzy, ale też wszystkich potrzebujących, szyjemy z mamą, przyjaciółmi, sąsiadami.

Jak udaje wam się zorganizować to wszystko przy obecnych obostrzeniach?

Każdy z nas szyje maseczki w domu. Mamie wysyłam potrzebne materiały do paczkomatu lub przez kuriera, a sąsiadom zostawiam przed drzwiami. Staramy się minimalizować kontakty, ograniczając potencjalne ryzyko zakażenia koronawirusem. Jednak bezpośrednich spotkań z potrzebującymi, warsztatów z dziećmi, ale też rozmów z innymi wolontariuszami bardzo nam dziś brakuje. Oczywiście wymieniamy się informacjami przez internet czy telefon, ale to nie jest to samo.

Życie w trybie zdalnym. Polacy przenoszą swoją aktywność do sieci

Pandemia COVID-19 zmieniła nasze życie. Dom, który był azylem i miejscem odpoczynku z dnia na dzień stał się biurem, przedszkolem i szkołą, a często także kinem, teatrem i salą koncertową. Dostosowanie się do nowej rzeczywistości dla wielu okazało się być sporym wyzwaniem.

Choć większości z nas wydaje się to oczywiste, to nie wszyscy w Polsce mają dostęp do komputera, smartfona czy tabletu oraz internetu.

Jak podaje GUS, w 2019 roku 83,1 proc. gospodarstw domowych posiadało przynajmniej jeden komputer, a dostęp do sieci miało 86,7 proc. Jako przyczynę braku internetu większość pytanych wskazywała brak potrzeby korzystania z sieci, a co drugi – brak odpowiednich umiejętności.

Do 40,4 proc. (o 4,9 proc.) wzrósł w 2019 roku odsetek osób korzystających z usług administracji publicznej w internecie. Zakupy w sieci przed pandemią robiło 53,9 proc. Polaków.

Dziś, jak podaje e-Izba, jest to już 57 proc. Pod koniec marca i na początku kwietnia Polacy kupowali przede wszystkim laptopy (wzrost sprzedaży ratalnej – według Santander Consumer Bank – o 825 proc. w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku), notebooki (566 proc.) oraz smartfony (133 proc.).

Biuro i przedszkole w jednym

Dom, który dotychczas był azylem, na czas pandemii zmienił się w biuro (a także szkolną klasę). Jak wynika z danych GUS, zdalnie pracowało wówczas 2,33 mln Polaków. 1,67 mln osób na home office przeszło w marcu.

Jak ocenialiśmy nową rzeczywistość? Co trzeci pracujący skarżył się na zmniejszenie efektywności. Bo dom był nie tylko biurem, ale też szkołą czy przedszkolem, a często jednym i drugim. Zorganizowanie się w takich warunkach nie było proste. Praca zdalna wymaga dyscypliny i motywacji. Ważne jest też przestrzeganie planu dnia i trzymanie się ustalonych godzin, najlepiej tych obowiązujących podczas pracy w biurze. Złota zasada mówiąca o tym, że nie łączymy obowiązków domowych z zawodowymi często była łamana, a zachowanie równowagi między pracą a życiem prywatnym często staje się dziś pobożnym życzeniem.

Wyzwaniem dla zdalnych pracowników jest też brak bezpośredniego kontaktu ze współpracownikami. Zastąpienie spotkań wideokonferencjami i rozmowami przez telefon lub internetowy komunikator nie zawsze wystarcza.

Część z nas musiała się też zmierzyć z trudnościami w dostępie do infrastruktury. Jak wylicza Devire, 65 proc. firm zapewniło swoim pracownikom środki i możliwości do pracy zdalnej, co trzeci pracodawca natrafił na bariery. Zabrakło sprzętu elektronicznego i bezpiecznych łączy.

Nieobecność w szkole na odległość

Do sieci 25 marca przeniosła się również edukacja, co było sporym wyzwaniem nie tylko dla szkół i nauczycieli, ale też uczniów i ich rodziców. Szczególnie problematyczne okazało się organizowanie nauki w rodzinie, gdzie kilkoro dzieci w różnym wieku miało lekcje przez internet w tym samym przedziale czasowym.

Jak zdalna nauka wygląda w praktyce? Z badania zrealizowanego w ramach programu „Lekcja:Enter” . przeprowadzonego w połowie kwietnia wśród 646 dyrektorów szkół podstawowych i ponadpodstawowych wynika, że w 74% szkół realizowany był dotychczasowy rozkład zajęć, a 58% wprowadziło w placówkach wspólne narzędzia do pracy na odległość.

Natomiast 85% dyrektorów zadeklarowało możliwość realizacji obowiązku edukacji zdalnej. Największe kłopoty miały szkoły podstawowe i szkoły wiejskie, które narzekały nie tylko na brak sprzętu, ale i kompetencji cyfrowych.

Podczas bezpłatnych webinariów przygotowanych w ramach programu Lekcja:Enter na samym starcie obowiązku nauczania przez internet eksperci podpowiadali, jak uczyć online, z jakich narzędzi korzystać i jak nie zagubić się w gąszczu aplikacji. Wzięło w nich udział ponad 6 tys. osób, a kolejnych 27 tys. odtworzyło dostępne w sieci nagrania i tutoriale. Specjalne zajęcia fundacja zorganizowała także dla nauczycieli klas 1–3, pokazując, jak pracować z domu z najmłodszymi uczniami, bo nauczanie online w tej grupie wiąże się z dodatkowymi wyzwaniami.

Zajęcia w ramach edukacyjnych programów Fundacji Orange , które na co dzień odbywają się w szkole, również częściowo przeniosły się do sieci.

Uczniowie mogli korzystać z darmowej nauki programowania , modelowania 3d. Dla nauczycieli nauka online to była także okazja, by wzbogacić przygotowane wcześniej lekcji.

+

Równowaga w byciu online i offline

W tym wyjątkowym czasie, gdy wiele codziennych aktywności przeniosło się do internetu, Fundacja Orange wspólnie z Fundacją Dajemy Dzieciom Siłę zorganizowała bezpłatne webinaria dla rodziców na temat tego, jak zadać o równowagę w korzystaniu z technologii.

+

Zdalna lekcja – jak to zrobić?

Eksperci Fundacji Orange podpowiadają też nauczycielom z klas 1–3, jak poprowadzić zdalną lekcję, tworzyć interaktywne materiały i nagrywać filmiki dla uczniów. Materiały z bezpłatnego cyklu webinariów są dostępne w internecie.

Materiał do powtórki?

Z badań prowadzonych przez Centrum Cyfrowe wynika, że 32 proc. pytanych przez Centrum Cyfrowe nauczycieli oraz 36 proc. uczniów wskazuje na problemy z dostępem do sprzętu i zbyt słabym łączem internetowym. Tu także do akcji wkroczyli wolontariusze z Orange, organizując m.in. zbiórkę laptopów dla domów dziecka z Jeleniej Góry i okolic, a także Fundacja Orange, która wsparła m.in. podopiecznych Stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce.

Czy nauczanie na odległość jest skuteczne? Co trzeci nauczyciel uważa, że materiał z okresu nauki zdalnej trzeba będzie powtórzyć po powrocie do szkoły, ale w niewielkiej części.

17 proc. mówi o powtórce znacznej części materiału. Co czwarty nie widzi takiej potrzeby, a 1/3 nie ma zdania.

Dzieci offline. Pandemia najmocniej uderzyła w najsłabszych

„Nam, ludziom z większych miast, często wydaje się, że wszyscy żyją tak, jak my. Tymczasem kilkadziesiąt kilometrów od Warszawy istnieją miejsca, gdzie ludzie wciąż nie mają toalety w mieszkaniu, nie wspominając już o dostępie do internetu”. Rozmowa z Anną Choszcz-Sendrowską ze Stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce

Monika Rosmanowska: SOS Wioski Dziecięce, czyli….

Anna Choszcz-Sendrowska: W prowadzonych przez nas SOS Wioskach Dziecięcych przebywają dzieci, których z różnych powodów nie mogą wychowywać biologiczni rodzice. Każdego dnia pracujemy nad tym, by odbudować ich zaufanie do świata dorosłych. Sklejamy na powrót tych małych ludzi, jak pęknięte naczynia. Realizujemy także programy "SOS Rodzinie". Kierujemy je do rodzin, najczęściej z małych miejscowości, znajdujących się w trudnej sytuacji m.in. z powodu choroby, również alkoholowej, biedy czy niezaradnych życiowo.
Nam, ludziom z większych miast, często wydaje się, że wszyscy żyją tak, jak my. Tymczasem kilkadziesiąt kilometrów od Warszawy istnieją miejsca, gdzie ludzie wciąż nie mają toalety w mieszkaniu, nie wspominając już o dostępie do internetu. I nawet jeśli mają sieć, to jest ona tak słaba, że nie są w stanie realizować pewnych obowiązków, w tym m.in. zdalnego nauczania.

SOS Wioski Dziecięce to osiedla 12-14 domów w Biłgoraju, Kraśniku, Siedlcach i Karlinie. W każdym mieszka Rodzina SOS, którą tworzą Rodzice SOS (małżeństwo lub osoba samotna) oraz pięcioro-sześcioro powierzonych ich opiece dzieci, najczęściej będące rodzeństwem, którymi nie mogą się opiekować biologiczni rodzice.

Pandemia – jak przypuszczam – tylko pogłębiła te problemy.

Pod opieką mamy 1566 dzieci. 323 mieszka w SOS Wioskach Dziecięcych, a reszta uczestniczy w programach profilaktycznych "SOS Rodzinie". W połowie marca, gdy zostały zamknięte szkoły, okazało się, że wszystkie dzieci muszą mieć sprzęt do zdalnej nauki oraz dostęp do szerokopasmowej sieci. Tymczasem są rodziny, które internetu nie mają, m.in. we wsi Nasutowo w zachodnio-pomorskim. Problemem był też brak sprzętu. U rodziców zastępczych przebywa zwykle kilkoro przybranych dzieci, najczęściej rodzeństwo. Rodzice SOS z Biłgoraju na przykład opiekują się piątką dzieci. Na początku pandemii, gdy jeszcze nie było lekcji online, samo drukowanie niezbędnych materiałów trwało godzinami. Naukę dzieci kończyły przed godz. 22, taka była kolejka do jedynego komputera, który był w domu. Z kolei dzieci z rodzin uczestniczących w programach "SOS Rodzinie" często w ogóle nie miały komputerów czy tabletów.

Jak sobie z tym Państwo poradziliście?

Po prostu poprosiliśmy o pomoc. Okazała ją m.in. Fundacja Orange . I, co ważne, zadziało się to niemal natychmiast. Dość szybko udało nam się opanować sytuację i wszystkie dzieci mogły uczestniczyć w lekcjach online dzięki zakupionym komputerom koniecznym do nauki. Tam, gdzie była potrzeba kupiliśmy też pakiety internetowe.
Dzieci uczestniczące w zdalnej nauce bardzo się starały i dużo więcej podopiecznych SOS Wiosek Dziecięcych będzie miało w tym roku świadectwa z czerwonym paskiem. Podobnie rzecz się ma w programach „SOS Rodzinie”, gdzie sytuacja jest jeszcze trudniejsza.
W tych rodzinach, najczęściej wielodzietnych, przebywających na niewielkiej przestrzeni, pandemia tylko pogłębiła już istniejące problemy. Pojawił się stres związany z izolacją, strach o bliskich i o to, co będzie jutro. Te rodziny często nie miały głowy do tego, by zajmować się edukacją, brakowało im też kompetencji. Nasi pracownicy cały czas byli z nimi w kontakcie. Zdalnie pomagali dzieciom odrabiać lekcje, sprawdzali prace domowe.

Jakie dziś wygląda pomoc? Pandemia jeszcze się nie skończyła.

W momencie, gdy wybuchła pandemia musieliśmy zamknąć nasze świetlice. Przychodziły do nich dzieci objęte programami "SOS Rodzinie". W świetlicach jadły ciepły posiłek, odrabiały lekcje, otrzymywały opiekę psychologiczną i pedagogiczną. Psychologowie, pedagodzy i pracownicy socjalni pracowali też z rodzicami tych dzieci. W czasie lock downu wszystko przeniosło się do sieci. Od 1 czerwca świetlice znów działają, choć w systemie zmianowym. Wracamy też do bezpośrednich spotkań rodziców z psychologami i pedagogami.
Kryzys zawsze najmocniej uderza w najsłabszych, często są to dzieci. Rodzin, które będą potrzebowały pomocy będzie więcej. Dlatego tak ważne jest dziś dla nas regularne wsparcie. Wiedząc, jak dużo mamy pieniędzy, możemy oszacować, ile rodzin możemy objąć opieką. Nie mówimy tu o dużych kwotach, wystarczy 30 zł miesięcznie.
Potrzebujemy pieniędzy na działalność naszych świetlic i pracę z rodziną w miejscu jej zamieszkania, na organizację dożywiania i przygotowanie paczek żywnościowych. Pod naszą opieką są seniorzy, którzy pełnią rolę rodzin zastępczych dla swoich wnucząt. To są ludzie, którzy są w grupie ryzyka i w czasie pandemii nie bardzo mogą wychodzić z domu.

Czego Państwu życzyć w tym wyjątkowym czasie?

Przede wszystkim zdrowia i tego, byśmy byli w stanie poradzić sobie ze skutkami pandemii, by wspierających było jak najwięcej. Podczas 11 lat funkcjonowania programu "SOS Rodzinie" mierzyliśmy się z dużymi problemami. Nie możemy dopuścić, by rodziny wróciły do punktu wyjścia.

6 godzin 2 minuty dziennie. Kiedy online jest więcej niż offline

Zdalna praca i nauka, wideoczaty, zakupy w sieci – tak w czasie pandemii wygląda nasza codzienność. I to niezależnie od wieku, płci czy zainteresowań. W tak zorganizowanej rzeczywistości dochodzimy do momentu, gdy w naszym życiu pojawia się zbyt dużo ekranów.

W 2019 roku Polacy spędzali w internecie średnio 6 godzin i 2 minuty dziennie – czytamy w raporcie Digital 2019.

Danych na temat dzieci i młodzieży dostarcza instytut badawczy NASK. Wynika z nich, że każdego dnia polski uczeń korzysta z internetu średnio 4 godziny i 12 minut.

Życie wśród ekranów

Stale online

2600 razy dziennie klikamy i przeciągamy palcem po ekranie, a w skrajnych przypadkach nawet 5000 razy. Co trzeci z nas budząc się w nocy, sięga po telefon, a w grupie wiekowej 18–24 lata – co drugi

Jak zauważają psychologowie, wielu z nas pozostaje w bliskiej relacji z ekranami. Zbyt bliskiej. Stale podłączeni funkcjonujemy w rytmie otrzymywanych powiadomień. Odczuwamy wewnętrzny przymus, który każe nam reagować na każdą zaczepkę. To syndrom, który ma już swoją nazwę – FOMO . Bez smartfona nie wychodzimy z domu.

Pandemia COVID-19 naszą obecność w sieci jeszcze zintensyfikowała. Jak szacuje Orange Polska, przez telefon rozmawiamy o 40 proc. dłużej. Wzrósł także przesył danych: o 30 proc. w sieci stacjonarnej i o 20 proc. w mobilnej. Technologie wykorzystujemy dziś w zdalnej pracy i nauce, do kontaktów z bliskimi czy załatwienia urzędowych spraw. Już 62 proc. internautów robi zakupy w sieci, także spożywcze. Do internetu przeniosły się koncerty, a przez trzy ostatnie miesiące także pokazy filmowe i zwiedzanie muzeów. Jak podaje serwis o2.pl, 60 proc. Polaków wolny czas spędza obecnie przed telewizorem, 40 proc. nadrabia zaległości na filmowych platformach streamingowych, co trzeci rozmawia z przyjaciółmi, używając połączeń wideo, a co piąty gra w gry komputerowe.

Technologie ułatwiają życie i najczęściej wykorzystywane są w twórczy i pożyteczny sposób. Jednak gdy tracimy balans między życiem online i offline, mogą negatywnie wpływać na rodzinę, zmieniać nasze relacje z bliskimi. Widząc jak nadużywamy ekranów, zaczynają nas naśladować również dzieci. Intuicyjne w obsłudze urządzenia są dla nich atrakcyjne, zajmują ich uwagę. I budują cyfrowe nawyki. Niekoniecznie te pożądane.

Ekrany mają też wpływ na nasze funkcjonowanie. Na to, w jaki sposób mózg, który szybko przyzwyczaja się do powierzchownego korzystania z informacji i wielu bodźców, radzi sobie np. z czytaniem dłuższych form. Wpływają także na rozwój dzieci.

Do 5. roku życia kształtuje się 90 proc. mózgu, a jego najintensywniejszy rozwój ma miejsce w pierwszych dwóch, trzech latach życia dziecka. To, czym wypełnimy ten czas, ma ogromne znaczenie. Tymczasem ponad 40 proc. dzieci przed ukończeniem 2. roku życia korzysta już ze smartfona czy tabletu! Stoi to w sprzeczności z wytycznymi Amerykańskiej Akademii Pediatrii:

  • dzieci do 2. roku życia nie powinny mieć kontaktu z telewizją, grami, komputerem, tabletem ani smartfonem;
  • u dzieci w wieku 2–6 lat – czas spędzany przed ekranem nie powinien wynosić więcej niż 20 minut dziennie (a aktywności nie powinny być zbyt interaktywne;
  • w wieku 6–12 lat czas, jaki dziecko spędza przed ekranem, nie powinien przekraczać 1–2 godzin dziennie;
  • powyżej 13. roku życia młodzi użytkownicy mogą spędzać w sieci 2–3 godziny, używając urządzeń elektronicznych
  • gry wideo powinny pojawić się w życiu dziecka nie wcześniej niż od 6. roku życia.

Internet tematem tabu

Internet to nie tylko doskonałe źródło wiedzy czy interakcji, ale też środek, od którego można się uzależnić.

Jak wynika z badań Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, u co dziesiątego polskiego nastolatka w wieku 12–17 lat występuje problematyczne używanie internetu (PUI). Takie osoby zdecydowanie częściej korzystają z portali społecznościowych i udostępniają na nich zdjęcia, oglądają filmiki i zabawne obrazki, słuchają muzyki online, ściągają pliki, oglądają filmy i seriale czy robią zakupy przez internet. Częściej też mają kontakt z niebezpiecznymi treściami i rzadziej spędzają czas offline, uprawiając sport czy grając w gry planszowe.

Przemoc w sieci

Ponad połowa młodych ludzi miała kontakt z niebezpiecznymi treściami w internecie. Co trzeci widział sceny okrucieństwa i przemocy, a co czwarty treści dotyczące sposobów samookaleczania się, materiały pornograficzne czy zachęcające do obrażania innych

Niepokojące jest to, że rodzice nie potrafią rozmawiać z młodymi na temat bezpieczeństwa w internecie, nie interesują się też ich aktywnością w sieci. 25 proc. nastolatków, pytanych przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę, przyznaje, że rodzice nawet nie próbowali podejmować tematu cyberbezpieczeństwa, a 23 proc. nigdy nie było pytanych o to, co robi w internecie.

Pandemia COVID-19 zburzyła dotychczasową równowagę w wielu domach. Fundacja Orange, która od 15 lat działa na rzecz edukacji cyfrowej, dziś także wspiera swoich odbiorców. Cykl bezpłatnych webinarów , podczas którego eksperci Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę podpowiadają, jak korzystać z ekranów z umiarem i odpowiedzialnie, ma przede wszystkim pomóc rodzicom w walce z nadużywaniem ekranów przez najmłodszych.

Ewa Dziemidowicz, terapeutka z poradni "Dziecko w sieci", oraz Łukasz Wojtasik, trener i autor licznych kampanii edukacyjnych poświęconych bezpieczeństwu dzieci online, tłumaczą, co robić, by nowe technologie wzbogacały codzienność i nie wpływały negatywnie na relacje pomiędzy domownikami. Pokazują także, jak ustalać domowe zasady ekranowe, korzystać z kontroli rodzicielskiej i chronić dzieci przed uzależnieniem od komputera czy internetu.

Nagrania z pierwszych spotkań można znaleźć na kanale Fundacji Orange w serwisie YouTube oraz tutaj

Webinary są częścią kampanii "Domowe zasady ekranowe". Na stronie kampanii znajdziemy artykuły, wywiady i podcasty na temat odpowiedzialnego korzystania z ekranów. Nagrania wideo można odtworzyć bezpłatnie i w każdej chwili.

Wiele porad dotyczących odpowiedzialnego korzystania z technologii można znaleźć też na stronie www.orange.pl/razemwsieci

Gigabajty pomocy. Dzięki nim dzieci z domów dziecka zyskają dostęp do nauki

Brak sprzętu i szybkiego internetu – z takimi wyzwaniami mierzyli się Polacy, którzy z pracą i nauką na czas pandemii musieli przenieść się do swoich mieszkań. W najtrudniejszej sytuacji znalazły się rodziny z małych miejscowości oraz podopieczni domów dziecka.

Piotr Karnia, pracownik Orange i wolontariusz Fundacji Orange, od kilku lat współpracuje z dwunastoma karkonoskimi domami dziecka, w których przebywa łącznie ponad 200 dzieci.

– Od 12 marca "nasze" dzieci pozostawały zamknięte w domach dziecka. Nie mogliśmy kontynuować cotygodniowych treningów piłkarskich, nie zawieźliśmy naszej drużyny na piłkarskie Mistrzostwa Polski Dzieci z Domów Dziecka, nie zorganizowaliśmy Dnia Dziecka z lataniem szybowcami ani wzmacniającej terapii grupowej dla młodzieży tuż przed wyjściem z domu. A wszystko mieliśmy już dokładnie zaplanowane – mówi z żalem mężczyzna.

Pandemia wymusiła na wolontariuszach zmianę dotychczasowego sposobu pomagania, uwidoczniła też nowe potrzeby. W domach dziecka nie było wystarczającej ilości sprzętu do zdalnej nauki, w tym komputerów, słuchawek z mikrofonem, drukarek, skanerów oraz dostępu do internetu. Do akcji ruszyli wolontariusze Fundacji Orange.

Zobowiązali się do uporządkowania infrastruktury teleinformatycznej w dwunastu domach dziecka na Śląsku.

Twoje GB mają moc

W tych wyjątkowych czasach, gdy z jednej strony pandemia COVID-19 uwidoczniła spore braki i nowe potrzeby, a z drugiej znacznie ograniczyła możliwości bezpośrednich działań, spora część firm i organizacji aktywnie włączyła się w pomoc na rzecz innych.

Fundacja Orange wsparła podopiecznych Stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce. ,
zorganizowała też liczne webinary dla nauczycieli o tym, jak uczyć zdalnie i prowadziła darmową naukę programowania i modelowania 3d dla dzieci – oczywiście online. Zasiliła także działanie Telefonu Zaufania dla Dzieci i Młodzieży 116 111, który w czasach pandemii dzwonił częściej, a w pracowni FabLab Gdańsk powered by Orange – nowoczesnej majsterkowni wyposażonej w liczne maszyny nowoczesnego rzemiosła – produkcję ponad 5 tys. przyłbic dla medyków z Trójmiasta.

W wielu miejscach w kraju, głównie w małych miejscowościach, uczniowie nie mieli dostępu do szerokopasmowego internetu, co uniemożliwiało im udział w lekcjach online. Tu o pomoc Orange poprosił swoich klientów, a ci wykazali się dużą solidarnością.

Na czym polegała akcja? Każdy korzystający z Orange Flex mógł przekazać niewykorzystane gigabajty ze swojego pakietu danych. Wystarczyło 10 niepotrzebnych GB, by zmienić je w jeden modem LTE. Szkoły wskazały najbardziej potrzebujących uczniów. Gdy zebrano 5000 GB , Orange podwoił pulę i przekazał lokalnym społecznościom 1000 internetowych modemów.

Ogromny odzew sprawił, że Orange uruchomił drugą edycję akcji „Pomagajmy gigabajtami” . Każdy klient indywidualny mobilnych ofert na abonament może wysłać bezpłatny sms o treści POMAGAMGB pod numer 80885. Zebrana pula gigabajtów zamieni się w tablety dla dzieci z domów dziecka na Śląsku. Do placówek trafi 100 urządzeń do nauki i zabawy z darmowym internetem przez kolejne dwa lata.

Niewiele brakuje, by i ten cel osiągnąć. W ciągu zaledwie dwóch tygodni swoimi gigabajtami podzieliło się aż 10 tys. klientów. W tak krótkim czasie udało się uzbierać GB na 92 tablety. Akcja trwa do końca lipca.

100 GB za złotówkę

W wielu domach, szczególnie na początku pandemii, potrzebny był także większy transfer danych. Jak wynika z analiz Centrum Cyfrowego, spora część Polaków ma dostęp wyłącznie do internetu mobilnego, a to może utrudniać korzystanie z zasobów sieci.

W odpowiedzi Orange przygotował promocyjną ofertę skierowaną do nauczycieli, studentów, uczniów i ich rodziców. Nawet 200 GB co miesiąc za złotówkę, z których mogło skorzystać kilku użytkowników równocześnie na smartfonie, tablecie i komputerze.

W ślad za ofertą dla nowych klientów pojawiła się propozycja także dla dotychczasowych użytkowników – darmowy pakiet 200 GB na naukę.

Bezpłatna edukacja

Nieograniczony dostęp do tysięcy filmów, spektakli, koncertów czy słuchowisk? Dlaczego nie! W trakcie edukacji podczas pandemii klienci Orange otrzymali kolejne narzędzie ułatwiające zdalną pracę i naukę – bezpłatny transfer danych podczas korzystania z wybranych stron edukacyjnychm.in. ibrus, Vulcan, Eduelo czy Ninatekę.

Klienci Orange mają do dyspozycji też bezpłatny dostęp do wybranych stron prowadzonych przez instytucje publiczne i zawierających niezbędne informacje i zalecenia. Wśród nich są serwisy Państwowej Inspekcji Sanitarnej, policji czy platforma obywatel.gov.pl.

Więcej informacji na temat działań Orange w czasie pandemii znajdziecie na Orange razem

Wyłącz Adblocka, aby w pełni cieszyć się zawartością tej strony.